poniedziałek, 12 stycznia 2015

Jaka jest najlepsza płyta Pink Floyd?

- No jak to jaka? "Ciemna strona księżyca"!
- E, gdzie tam! "The Wall"!
- Floydzi tak naprawdę skończyli się na "The Piper at the Gates of Dawn".
- A nie na "Kill'em All"?

Ile osób, tyle opinii, jednakże do kanonu albumów Pink Floyd na pewno należą wymienione wyżej płyty (no, może poza "Kill'em All"). Oczywiście nie można zapominać też o "Wish You Were Here" czy "Animals". Są to zresztą albumy tzw. 5 gwiazdkowe, czyli najlepsze, klasyczne. Choć może pierwsza płyta Floydów nie zawsze ma owe 5 sztuk gwiazdek. 

Po co to piszę? Chciałem recenzować, pastwić się, ponownie odkrywać dyskografię Pink Floyd, ale po co? (Nie ukrywam tutaj wszakże faktu, że już coś takiego popełniłem na innym blogu, ale... Ameryki nie odkryłem i wiele nie wniosłem, choć próbowałem recenzować jednak nieco inaczej). Ok, klasykę rocka każde pokolenie odczytuje i będzie odczytywać na nowo, po swojemu, przez pryzmat aktualnej rzeczywistości. Ale czy nastąpią istotne przewartościowania? Czy "Dark Side of the Moon" zostanie zbesztana, a "The Wal" wyklęte? Chyba nie. Gdzie nie spojrzeć, płyty te i wcześniejsze oceniane są wysoko. 

- Ok, ale która jest lepsza? "Ściana" czy ta z płonącym facetem?

 - Nie wiem, posłuchaj sam. Ta ma fajny klimat, a ta przekaz. Na obu są świetne utwory i solówki. Ok, może na jednej słucham tylko dwóch, ale za to sąsiad niemal 3/4 z drugiej pomija.

Hmm... ok, ale jak do tego podejść bardziej obiektywnie? Nie posiłkując się tylko gustem swoim i sąsiada, ani nawet najlepszego kolegi? Do tego każdy internetowy serwis muzyczny czy czasopismo podaje swoje oceny płyt, z reguły bliskie ocenie ogółu, ale również nierzadko kompletnie odmienne.

Mając powyższe na uwadze, zabawiłem się zatem w metaanalizę.W świecie naukowym podejście takie polega na syntetycznej wtórnej analizie pewnego zagadnienia w oparciu o wyniki analiz pierwotnych, z reguły z wykorzystaniem narzędzi statystycznych w celu wyciągnięcia nowych wniosków. Innymi słowy: badaczom X wyszło, że A jest dobre, badaczom Y, że złe, innym badaczom znów podobnie lub inaczej. Metaanaliza zbiera te wszystkie badania i stara się ostatecznie statystycznie określić, czy A jest dobre czy złe.

- Dobra, dobra, ale muzyka to nie nauka.

No niby nie, ale: "weźmij 10 recenzji albumu muzycznego i wyciągnij zeń ocen średnią, a obaczysz!". No i tako żem uczynił dla dorobku płytowego Pink Floyd. Bazowałem na ocenach dziennikarskich, ocenach użytkowników serwisów oraz ocenach najpopularniejszych zagranicznych recenzentów internetowych. 

Wszystkie oceny przeliczyłem do oceny w skali 10-100%. Wydaje mi się to najrozsądniejszą opcją - skala 1-10 wymagałaby przecinków, natomiast 1-5 jest dla mnie za ciasna, a ostatecznie i tak jest to połowa dziesiątki. Inna sprawa, że domorośli (ale popularni, kompleksowi i dosyć rzetelni) recenzenci lubią stosować swoje własne nietypowe oceny w skali 1-13, 1-15, czy nawet szesnastkowej (co i tak daje skalę 1-16). Tak więc wszystko musiałem przeliczyć.

Korzystałem z następujących źródeł ocen płyt (warunkiem było objęcie całej dyskografii, choć nie zawsze była oceniana ostatnia płyta, "The Endless River"):
  • oficjalne (dziennikarskie):
    • czasopismo Teraz Rock (nie wszystko jest na ich stronie)
    • allmusic
    • SputnikMusic
    • ArtRock.pl (to taki trochę wyjątek, bo trudno tu mówić o rzetelności czy dziennikarstwie, ale są tam stali recenzenci-amatorzy i bazę recenzji również mają dużą i dosyć kompletną; no i są na bieżąco)
    • (rozważałem Rolling Stone, ale niedostępne są online historyczne oceny albumów; podobnie NME; natomiast Pitchfork jest niepełny)
  • użytkowników:
    • allmusic users
    • RateYourMusic
    • ProgArchives
    • (jest jeszcze wiele innych, choćby hiszpańskie, niemieckie, czeskie czy włoskie serwisy o rocku i rocku progresywnym, ale albo są wybiórcze/niekompletne, albo maja mało użytkowników - ostatecznie bazowałem, nie popełniając większego błędu, na 3 powyżej wymienionych największych)
  • samozwańczych recenzentów (jest w internecie grupa samozwańczych recenzentów, czyli amatorów-krytyków, którzy mają pokaźną grupę recenzji płyt umieszczonych na konsekwentnie i rzetelnie prowadzonych stronach, z dużą ilością odwiedzających (co widać np. po ilości komentarzy i cytowaniach ich ocen na innych serwisach i stronach)):
Zatem w oparciu o w/w 13 źródeł ocen albumów, dokonałem metaanalizy ocen albumów (zunifikowanie do jednej skali i obliczenie średniej) i na wykresie poniżej to, co wyszło dla Pink Floydów.



- No i który album najlepszy, ha?

No nie jest tutaj chyba zaskoczeniem, że klasyczna czwórka ("The Dark Side...", "Wish You Were Here", "Animals" i "The Wall") jest najwyżej. Ale już w ramach tej czwórki widać, że najlepsze oceny zbierała "Ciemna strona Księżyca", a "Animals" i "The Wall" idą łeb w łeb (ze wskazaniem na ten drugi). "AnimalsPrzy okazji debiut i "Meddle" wcale nie odstają od tej czwórki. Najgorzej oceniany jest, to chyba było do przewidzenia (choć raczej stawiałem na "More"), "Momentary Lapse of Reason". Ostatnie dwie płyty, choć dzieli je 20 lat, oceniane są niemal identycznie (dla "Endless River" zresztą brak jest ocen od części recenzentów - brak aktualizacji, o której pisałem powyżej). Zresztą ostatnie 3 płyty (era Gilmoura) tworzą najniżej ocenianą trójkę kolejnych albumów. Gorzej nie bywało ("More" wydaje się tutaj wypadkiem przy pracy).

- No, ale na co komu taka metaanaliza?

Myślę, że każdy, kto interesuje się muzyką nie tylko od strony samych dźwięków, ale także od strony wydawnictw, całych albumów, śledzi rozwój wykonawców, czyta recenzje płyt, doceni wyniki takiej metaanalizy. Można się pobawić w takie analizy dla dowolnego artysty, ale uprzedzam - zabiera to trochę czasu. Choć chyba spróbuję przeprowadzić podobną dla innych wykonawców. Zobaczymy.